Nieruchomości

środa, 12 stycznia 2011

Kocie emocje...

Zatem, jak obiecałem, będzie o kocich emocjach. :)

Kocie emocje...

Nie, jednak nie teraz! Będzie o czymś innym...

Dzisiaj wieczorem jechałem samochodem i jak zwykle słuchałem radia. Tu dodam, że jestem od wielu lat słuchaczem Trójki.
Otóż w wieczornym programie była dziś mowa o... Minimalizmie.
Intuicyjnie chyba większość wie, o co chodzi.

Zacytuję tu słowa Seneki., które zresztą padły w programie:  „Potrzeba niewiele, by zaspokoić swoje potrzeby i bardzo wiele, by zaspokoić pragnienia”. 
Praktycznie te słowa wystarczą za określenie minimalizmu. Bo przecież  tak naprawdę, aby żyć spokojnie nie musimy mieć tyle rzeczy, ubrań, sprzętu. Tak z ręką na sercu: ile z tego rzeczywiście używamy? 

Tu mały przytyk do Pań: tyle kiecek i butów? Użytych, bywa, jednorazowo, bo się nie można pokazać po raz drugi w tym samym... 
Paranoja, jak mawiał Pan Piotruś w znanym Kabareciku :)


Ale by nie być uszczypliwy w stosunku do kobiet powiem o moim zbieractwie: mam sporo książek. Zakładam, że przeczytałem ok 70% z nich, przy czym 90% z nich jednokrotnie. Część to beletrystyka, trochę poezji, poradniki, biografie, literatura fachowa w większości już nieaktualna, bo wszystko idzie do przodu i to co było wczoraj, dziś wygląda i działa inaczej. Mam sporo płyt CD ale też tzw. czarnych, których już nie mam na czym odtwarzać. Sporo sprzętu różnej maści, sznurki, druciki, śrubki, maskotki... Pamiątki z przeszłości, stary dowód, paszport... Ba, czego tu nie ma, że nie wspomnę o starej garderobie, narzędziach w piwnicy, pudelkach po czymś. 
Macie tak samo? 


Ile przy tym kurzu, sprzątania, jeśli ktoś to lubi robić. Zajmuje miejsce, blokuje energię, nie pozwala na wejście nowego, powiewu zmian, nowych idei, czy po prostu pomysłów. 


Ale przecież nie chodzi, jak zrozumiałem w audycji, o sprzęt, rzeczy. 
Ile musimy się napracować, by coś mieć (z owego nadmiarowego sprzętu). Ale pracując na to wszystko poświęcamy czas, naszą energię, życie. Nie mamy przez to czasu i siły na pełna konsumpcję tego, na co pracowaliśmy. A jak już konsumujemy, to chcemy więcej, bo sąsiad ma nowe, lepsze, więc ja też muszę mieć.
Nie mamy czasu, spokoju, wolności... Praca by mieć, co pragniemy (kłania się cytowany Seneka), a nie być żyć pełnią życia.  
Ono z kolei zamulane jest telewizjami dla "głupich i głupszych" dających uproszczoną rozrywkę, by widz nie czuł się gorszy, bo nie rozumie, co mówią z ekranu (pewnie pamiętacie informację, że 95% populacji w Polsce nie rozumie, co jest napisane w gazecie). Ba, by widz w ogóle nie musiał myśleć, a jego jedyną błyskotliwą myślą było jak wysłać smsa i na kogo za jedyne 4,92 zł z VAT (to już po podwyżce VAT'u).
Oglądamy celebrytów, których namnożyło się jak królików w Australii, na psy schodzi sztuka aktorska, bo gwiazdorami pierwszej wody są bracia M... (przy czym braci M należy traktować jako symbol celebryzacji  -to moje określenie :) ). 
Łatwość konsumpcji przetworzonego pokarmu, czy raczej intelektualnej papki - cokolwiek to znaczy... 


I wtedy słyszę z radia i czytam na blogu wypowiedź jednego z minimalistów:
"Minimalizm dał mi dokładnie to, co „obiecywał” i czego od dawna potrzebowałem: więcej czasu, spokoju i wolności, by robić to, co czyni mnie prawdziwie szczęśliwym."


I nie chodzi tu o odejmowanie sobie od "gęby", życie w sknerstwie i ciułactwie, lecz w zaspokajaniu swoich rzeczywistych potrzeb i uważnym, rozumnym zaspokajaniu swoich pragnień. 


Polecam zainteresowanym blog Neominimalizm naszego bohatera programu w Trójce. 


Po lekturze powyższego czytający mógłby spytać (i pewnie pyta pukając się w czoło) - o co tu chodzi?!! Przecież to blog o kotach!! Co to ma do rzeczy?


Otóż ma!!!


Bo spójrzmy na koty w kontekście minimalizmu. 
Mają jedno futro. Niezdejmowalne (są koty, które nawet futra, łobuzy, nie mają). Same je sobie piorą. Do spania wystarczy wygodny fotel, kanapa, łóżko, a nawet kolana personelu domowego (tak, tak... Koty są jedynymi władcami i bogami. Ludzie to personel je obsługujący :))) ).
Wystarczy mała miska i to wcale nie porcelanowa, miseczka z wodą, karma dostępna w każdym sklepie i to wcale nie najdroższa. Czysty piasek w kuwecie, a jak jest brudny to ewentualnie pościel personelu.


Koty mające wyjście na dwór, zakąszą myszą, ptakiem lub innym żywym pożywieniem.  Ot, taki koci McDonald.
Zmęczone zwiną się w kłębek i, gdy są zadowolone z obsługi, śpią mrucząc z lubością zwłaszcza gdy personel delikatnie pieści głaszcząc.


I to jest przykład minimalizmu! 
Zresztą nie tylko koty uprawiają go z powodzeniem: psy, ptaki, konie... Choć te ostatnie myszy nie jedzą.


Ale my tu przecież o kotach rozprawiamy...


Zatem, koty uprawiają go z lubością i od zarania kociego życia. A my ludzie im tylko służymy...


Ale...  Koty to dranie... Czegoż się po nich innego spodziewać??

Brak komentarzy: